Pies trojański, czyli co łączy podróże i pasożyty?

Psy jako członkowie rodziny bardzo często towarzyszą nam w wyjazdach wakacyjnych.

Niewątpliwie obecność zwierząt podczas urlopu może być źródłem dodatkowych radości. Czasami jest to konieczność, gdyż nie zawsze możemy pozostawić zwierzęta w domu lub hotelu dla zwierząt. O ile się już zdecydujemy na wyjazd z psem, to warto zainteresować się, czy w miejscu, gdzie zamierzamy spędzić urlop nie występują zagrożenia ze strony występujących tamże pasożytów. W takich przypadkach mówimy o endemicznym (charakterystycznym dla danego miejsca) występowaniu określonych gatunków pierwotniaków, nicieni, czy pasożytów zewnętrznych (np. kleszczy, owadów krwiopijnych) itd.

Jak to jest możliwe, żeby zdrowy, zaszczepiony przeciwko chorobom zakaźnym pies, mógł „złapać” chorobę pasożytniczą na wakacjach? Z taki pytaniem zwracają się do lekarzy weterynarii właściciele zdziwieni, że zwierzę zaraziło się pasożytami podczas wyjazdu. Odpowiadając należy podkreślić, że nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Pasożyty występują wszędzie, a z uwagi na to, że mogą rozwijać się jedynie wykorzystując żywiciela, więc nie powinno dziwić, że wykorzystują wszelkie możliwości by zarazić każdy żywy organizm, który „spełnia” jego wymagania. Po prostu atakują wszystkich możliwych żywicieli. A w szczegółach to może być tak…

W ciągu ostatnich 10-15 lat u naszych psów pojawiła się nieznana wcześniej inwazja – dirofilarioza skórna (inaczej: d. podskórna). Chorobę wywołuje filarioidalny nicień, który jest przenoszony przez komary. Mimo, że do tej pory nie udało się potwierdzić naukowo jaką drogą te pasożyty trafiły do Polski, wydaje się że doszło do ich trwałego osiedlenia się w wielu rejonach Polski. Na podstawie historii wybranych przypadków ustalono, że do zarażenia mogło dojść np. podczas wakacji spędzanych na południu naszego kontynentu, gdzie zarażenia dirofilariozą skórną i sercową u psów są bardzo częste.

Do zarażenia dochodzi podczas żerowania komara – wprowadza on do tkanek żywiciela larwy inwazyjne. Nie towarzyszą temu żadne nadzwyczajne okoliczności. Pasożyty rozwijają się bardzo długo, stąd do ujawnienia się inwazji może dojść dopiero w kolejnym sezonie (od 6 do 10 miesięcy później). U zarażonego psa bardzo długo, nawet przez kilka lat możemy nie zauważyć objawów choroby. Wato zauważyć, że pies w którego ciele rozwijają się dirofilarie skórne może w sposób całkiem niezawiniony stać się źródłem inwazji dla innych psów, kotów oraz ludzi. Oczywiście chorobę mogą przenieść żerujące w środowisku komary.

Podobny mechanizm może mieć miejsce w przypadku o wiele groźniejszej choroby pasożytniczej – lejszmaniozy. Jest to inwazja pierwotniacza, którą przenoszą przypominające wyglądem komary, krwiopijne owady – ćmianki. Lejszmanioza prześladuje psy i ludzi praktycznie na większości terytoriów Basenu Morza Śródziemnego. Pierwotniaki mogą powodować choroby skóry i narządów wewnętrznych. I znowu, o ile pies zostanie pokąsany i dojdzie do transmisji lejszmanii, to zarażenie rozwija się w organizmie psa przez długi czas w sposób niezauważalny.

A co z pasożytami jelitowymi? W zasadzie mechanizm jest niemal identyczny. Może się zdarzyć, że swobodnie puszczony pies upoluje lub znalazłszy truchło padłej myszy lub innego wolno żyjącego zwierzęcia połknie je, co jest normalnym zachowaniem „drapieżnika”. Niestety w ciele wielu drobnych ssaków, gadów i ptaków mogą znajdować się formy inwazyjne – larwy wielu gatunków pasożytów, np.: glist, tęgoryjców, czy też tasiemców. I znowu historia może się powtórzyć. Zwierzę wraca z wakacji i przez dłuższy czas nikt nie jest w stanie zauważyć jakiekolwiek objawy zarażenia.

Czy powyższych zdarzeń można by uniknąć? Nie zawsze, bo trudno liczyć na to, żeby komary, ćmianki i inne owady nie latały i nie kąsały żywicieli w celu pobrania krwi. Nie można również oczekiwać, żeby pies nie zjadł np. „padliny” z larwami inwazyjnymi, bo to naturalne, instynktowne zachowanie. Jak zatem możemy przeciwdziałać?

Po pierwsze przed wyjazdem warto odbyć wizytę u lekarza weterynarii i dowiedzieć się w jaki sposób zabezpieczyć zwierzę przez inwazjami pasożytów. W takich przypadkach mówimy o profilaktycznym użyciu środków przeciwpasożytniczych, tak ażeby zdecydowanie ograniczyć lub nawet wykluczyć ryzyko zarażenia. Warto również zapoznać się z informacjami dotyczącymi występowania konkretnych zagrożeń w rejonach, gdzie zamierzamy spędzić wakacje z psem. W końcu po powrocie warto udać się na wizytę do lekarza weterynarii i w razie konkretnego podejrzenia podjąć odpowiednie leczenie.

We wszystkich przypadkach należy zachować zdrowy rozsądek, i pomimo tego że pasożyty występują niemal wszędzie, to obecnie dysponujemy wieloma sposobami ochrony przed zarażeniem i możliwościami leczenia zwierzęcia, gdy już doszło do zarażenia. W ten sposób chronimy również siebie samych.   

dr Maciej Klockiewicz, Esccap-Polska